Judo, Tadeuszu

Autor: Dominik Stanisławski, Gatunek: Poezja, Dodano: 15 stycznia 2014, 13:10:58

Bez Ciebie nijak dziś

wiem, to

przejdzie

czas

czcić będzie język

 

Tam

Tu

 

Gdziekolwiek będziesz.

 

Te same sny dopadną nas nad ranem

Tadeuszu,

Judo, od

spraw

przegranych i niedorzecznych które wszyscy

znamy,

 

a tymczasem,

Tym czasem niby żywym

Tadeuszu,

Idzie mroźny wieczór i czas udoju

jak smierć nieuchronny,

jak co bolało

Boli,

 

 

Bobi mówi:

 

Trzeba trzymać się ziemi i lepiej

Być ziemią niż wodą,

Trzeba trzymać się wody i lepiej jest być wodą niż powietrzem,

Trzeba trzymać się powietrza bo lepiej być powietrzem

niż śmiercią która nas

Nie minie.

Komentarze (15)

  • [+] Żal

  • Ogromny

    • Szel _
    • 15 stycznia 2014, 14:05:27

    czas zadumy

  • Pusta noc.

  • Majonez Kielecki

  • Jesteś z pięknej Ziemi spod Kielc? Kto by pomyślał...

  • Smutek, żal.

    • ZiKo .
    • 15 stycznia 2014, 16:59:26

    :(

  • Nie minie...

  • Trafia.. Taka kolej życia..

  • Ciut pocieszające nikogo nie minie ...

    • . .
    • 19 stycznia 2014, 10:31:07

    Jest w tym wierszu poważne ryzyko. Ryzyko jest takie, że św. Juda Tadeusz nie oudzi się u czytelnika. Święty to rzadko wspominany, rzadko przypominana jest jego historia. Tymczasem sprawy beznadziejne, sprawy, z których nie da się wyplątać przydarzają nam się w sposób regularny. Każdy musi przez kilka takich spraw w swoim życiu przebrnąć. Nie ma wyjścia: ktoś nam umiera, sami umieramy.

    Podstawowym punktem zaczepienia przy tak wyglądającym wierszu jest długość wersów. Zarzuca się typowo w takiej sytuacji rwanie toku wypowiedzi. Tutaj wydaje się, że tego typu zarzut nie może mieć miejsca: rwanie toku bardzo dobrze pasuje do egzystencjalnej sytuacji skrajnej. To po pierwsze. Po drugie rwanie wersów służy tutaj do zatomizowania wyrazów i pozbycia ich więzów z otoczeniem. Dzięki temu czytelnik musi wykonać pewien wysiłek, aby te więzy odtworzyć. Co więcej więzy te nie są utrwalone na papierze i muszą być utrzymywane w głowie czytelnika. Z konieczności zatem są one bardziej mgliste, luźniejsze, łatwiejsze do zatarcia. To jest wykorzystywane do ułożenia wyrazów w ciągi, które zyskują wieloznaczność przez łatwość zmiany powiązania. Sprzyja temu też pewna niejasność przekazu. Nie wiadomo, co jest wypowiadane, więc łatwiej wchodzi się w próby różnego wiązania wyrazów.

    Ten brak jasności, brak wykrystalizowania tego, o co chodzi budzi niepokój, a niepokój to przyjaciel tego wiersza.

    Dominiku, uczyniłeś z nawiązania do Czechowicza ("nozdrza wietrzą czerwony udój") swój motyw przewodni. To jest niebezpieczne, bo wiąże się z licznymi ryzykami: łatwo może stać się manierą, łatwo może stać się punktem zaczepienia przy wyśmiewaniu. Warto byłoby jakoś temu zapobiec, np. przez ucieczkę do przodu. Tymczasem tutaj to nawiązanie sprawdza się dobrze. Bardzo sprawnie rozkłada swoje barwy groźne, patetyczne i wiejskie wśród śmierci i bólu.

    Końcówka przechodzi z perspektywy chrześcijańskiej w animalistyczną. To robi bardzo dobrze temu wierszowi, bo unika się w tym momencie bardzo trudnego manewrowania w mocno przepracowanej kulturowo sferze chrześcijańskich skojarzeń. Dużo trudniej byłoby dać końcówkę czysto chrześcijańską, nie unikając przy okazji banału. Tutaj animalistyczne spojrzenie Bobiego zwraca uwagę na bardzo pierwotne pragnienie: pragnienie rozmowy. Chcemy rozmawiać z innym, tutaj z powietrzem, ziemią, wodą. Chcemy nadawać im cechy personalne. Tak działają wierzenia pierwotne, ale też tak działa chrześcijaństwo. W tych przedmiotach (materii nieożywionej przecież), chcemy zobaczyć słowo Boga i słowo od Boga.

    W pierwszym czytaniu wydaje się, że Bobi mówi w swojej końcówce o przerwanej komunikacji z osobą, która umiera. Śmierć powoduje, że kończy się nasza komunikacja z tą drugą osobą. Tak się to czyta za pierwszym razem. Jednak w istocie chodzi o co innego. My, zostający po stronie życia, możemy dalej rozmawiać z umarłym tak jak rozmawiamy z powietrzem, wodą, ziemią. Zatem chodzi tutaj o co innego. Chodzi o to, że to zmarły - przez swoją śmierć - nie może porozmawiać. To do tego stanu: stanu mojego własnego po śmierci odnosi się ta końcówka. Po śmierci to ja nie będę mógł już rozmawiać.

    Jest tu trochę miejsc, które można uważać za niezręczności stylistyczne, gramatyczne, interpunkcyjne itp. W istocie taka niezręczność bardzo sprzyja atmosferze wiersza. Gdy jesteśmy w sytuacji bolesnej, skrajnej raczej nie zwracamy uwagi na takie szczegóły. Zatem w istocie te zadry są tutaj bardzo naturalne.

  • Dzięki Alx, doceniam.;);)

  • Ja też dziękuję, Akleksy, bo przyblizyłeś mi ten wiersz, którego nie rozumiałam, a który pociągał mnie i odpychał jednoczesnie.

  • Ja też

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się