kiełki świetlne

Autor: Dominik Stanisławski, Gatunek: Proza, Dodano: 03 lipca 2016, 13:44:24

Z rytmu pór idzie wszystko, pomyślał Bobi,  gdy zagrzmiało i lunął siny deszcz;


pochylił głowę,  nisko,  a rękę uniósł ku klamce w oknie, żeby przekręcić i zamknąć, ruchem dłoni w lewo, co zdziwiło go i onieśmieliło, bo przykręcał dotąd w prawo, śruby i motyle żelazne, ale tu w prawo było otwarcie, a zamknięcie w lewo - 

o tym potem, albo nigdy, raczej nigdy, więc lewą rękę uniósł ku klamce okna, prawa pozostała nieruchoma, oparta o miękkie oparcie fotela:

 

spokój bibliotek, oczywiście, piękna jest nauka i łagodne słowa towarzyszą burzy i umieraniu, ale jest też uderzenie skrzydła pisklęcia o bury parkiet i światło księżyca, w którym barwa krwi jest zawsze czerń i mokra skarga rudowłosej nocy,


to,

z błyskiem i hukiem zdarza się nagle, po czym cichnie;


profesorze Van der Zaag, stosunek plonów ziemniaków do zbóż jest u nas wysoki, to prawda, ale możliwości produkcyjne są przecież znacznie większe, czego dowodzą prace Burtona, Bernsteina, Roztropowicza, inne wykłady i prelekcje, inne wieczory i spokoje bibliotek, whisky z odrobiną chłodu i łagodne słowa, które balsamują rzeczywistość wściekłej nocy i skargę umierającego pisklęcia, które żyje śmiercią prawej dłoni Bobiego, dotąd opartej o poręcz fotela; dotąd wolnej i spokojnej, teraz już nie - lewa dłoń próbuje zamknąć żelazny motyl okna ruchem w lewo, prawa trzyma pisklę, co pulsuje życiem co kończy się w tej  wielkiej klatce światła, ciemności za oknem, którego nijak zamknąć; coś jednak

 

zamyka w drżącej ciszy prawej dłoni, która znowu oparta o fotel, tyle, że trzyma, i jest trzymana, i znowu głowa - i myśl, że wszystko z rytmu pór, idzie, bezsłownym bełkotem próbując zamknąć w pudle słów to wszystko, czego zamknąć się nie da, jak nie da się zabalsamować tego pisklęcia, które wpadło w ten spokój regałów, dymu fajkowego, prawej dłoni, miękiego obuwia, dłoni dotąd spokojnej i opartej o miękką poręcz, co teraz trzyma śmierć i jest przez śmierć trzymana;

 

profesorze Joseph - piękna jest nauka i słowa, ale mam wątpliwości;

 

 otóż nie wszystkie oczka znajdujące się na bulwach ziemniaka  - kiełkują, a te, co zakiełkują - w kopcach, workach, piwnicach - te, które nazwaliście tak pięknie -

 

kiełkami świetlnymi -


no właśnie te - które z nich obejrzą światło i słońce i poczują deszcz i wiatr, czyli które staną się łodygami i liśćmi i kwiatami, a które zostaną w wilgotnej lub suchej ziemi, no które, profesorze Joseph, profesorze Enegel, profesorze Rauber, Gmeling-Meyling, Bodlaender, a zwłaszcza Woolley i Wareing,


od czego zależy determinacja kierunku rozwojowego, od czego zależy ta szczerba w ciągu zdarzeń i kierunek - góra - dół - kwiat - korzeń - światło - cień, od czego zależy ten krótki spokój w prawej dłoni, która już nie jest spokojna a była; nie mówmy o poszukiwaniach;

 

ten krótki upadek ku niebu, powolny, w godzinie poza zegarami czasu, gdy był czas na wszystko, wydawało się,  wydawało się, że wszystko w swoim czasie,

 

i wszystko było już nazwane, ale:

to pisklę, i nie tylko, bo i kiełki świetlne i zdziwienie, że trzeba motyl żelazny okna kręcić w lewo, żeby zamknąć, i te rozłażące się słowa, siny deszcz i kropla czarnej krwi na parkiecie, która jest czerwona ale w świetle księżyca czarna przecież,  i to, że przedtem i potem jest otwarta przestrzeń, i

 

nie ma imienia,


i tak, profesorze Smith, profesorze Palmer, profesorze Lovell i profesorze Booth - nadal nie wiecie, które kiełki świetlne obrócą się ku światłu, a które pójdą w dół, więc czy


coś jest po nic - myśli głowa Bobiego opuszczona nisko,

coć po nic,


coś co umyka, skarga deszczu i pewność rudowłosej nocy co przygnała to pisklę,

które w prawej dłoni - opartej o poręcz fotela,

 

cicho,

nie pragnie

niczego.


Komentarze (41)

  • No Panie. Słów mi brak chwilowo, a to znaczy, że jest zajebiste. Więcej, więcej wrzuć.

  • Pisze Pan niewiele, możliwe, że z powodu filozoficznej, wielobarwnej duszy.
    Tylko cisza jest dla niego niezbędną, by otwierały się zaczarowane katedry
    przed oniemiałym ze zdumienia czytelnikiem.
    Doskonałe.

  • Naprawdę podoba się Wam? Cieszę się niezmiernie, naprawdę... Miałem dziś trochę czasu, komputer, krzesło i stół...

  • Wybacz kochany, nie wymaga korekty. Chciałam udostępnić i coś napisać, ale mnie internet pokonał. Chciałam napisać , ze twoje utwory to zawsze jest wydarzenie i to nie tylko dlatego że rzadkie, ale dlatego , ze piękne.

  • Już się poprawiło. Uff!

  • literówki:
    1) w którym barwa (barwą) krwi jest zawsze czerń i mokra skarga rudowłosej nocy,
    2) coć po nic

  • Jest pewna historia - otóż zimą, na śmietniku, znalazłem grubą księgę, wydaną przez PWN - Biologia ziemniaka :)
    nie lubię książek na śmietnikach - zabrałem. Chociaż nijak mi do biologii ziemniaka, a może właśnie na odwrót, bo Bobi Peru jest tak bardzo związany...sam nie wiem, pewnie nic nie dzieje się po nic.
    W każdym razie ja tę książkę czytałem, miętoliłem, odrzucałem, próbowałem rozumieć, zrozumieć, uczyłem się terminów - jednym słowem - studiowałem biologię ziemniaka, i wszystko, co wynika...
    i tak wielokrotnie, i z coraz większym zdumieniem, bo ziemniak to jednak nie jest fizyka jądrowa ani neurochirurgia ani sonet ani muzyka polifoniczna, ale...ale jednak...
    coraz większe zdziwienie, strach? przerażenie?
    nie chciałbym powiedzieć - zrozumienie, nigdy bym nie chciał, ale może - jednak? i dlatego ja tę cegłę miętolę w kółko, i te przypisy, i te dziesiątki autorytetów międzynarodowych, profesorów i doktorów i to wszystko...
    żeby co? żeby jednak - że wszystko z rytmu pór, idzie, a reszta -
    nauka, probówki, strzykawki i uniwersytety - suka-nauka - nie potrafi, nie jest w stanie - wyjaśnić tajemnicy rozwoju ziemniaka?
    Potrafi, owszem - nazwać - coś.
    to wszystko.

    Przepraszam za te parę lużnych myśli, ale nikomu o tej może wstydliwej przygodzie z księgą "Biologia ziemniaka" - nie mówiłem - no to Wam - czytelnicy, w prezencie:))

  • Krzysztof, chciałbym, więcej, dzięki)

  • Saro, trafiasz w sedno. Tak - ciszy... Dziękuję.

  • Wando, podnosisz:)) Dzięki

  • No i mam wątpliwość, czy powinno być - zamknąć (kogo, co?)żelazny motyl, czy raczej żelaznego motyla.

  • Błażej, dziękuję.
    Witold - cieszę się, że przebrnąłeś.
    Barwa krwi jest zawsze czerń - to jest celowo:)

    Ponieważ tekst został napisany "na raz" - pewnie zawiera jakieś błędy, na pewno:)
    pozdrawiam

  • Co tam śmietnik. Na uboczu. Nieważne. Przecież byłeś w tej bibliotece i rozmawiałeś z uczonymi. Trzymając pisklę usiłowałeś zamknąć okno. To wszystko rzeczywistość. To wszystko metafora tak jak te kiełki świetlne

  • barwą krwi jest zawsze czerń, gdybyś napisał: barwa krwi to zawsze czerń, byłoby ok.Ja nie kończyłem wprawdzie polonistyki, ale to wiem, Dominiku. Tutaj licentia poetica nie ma zastosowania, więc nie brnij w błąd.. To zwykła życzliwość mną kieruje, bo jakoś inni (pochlebcy) nie zwracają ci uwagi na ewidentne potknięcia językowe. Pozdrawiam :)

  • Wando - właśnie. Ale nazwa -
    Kiełki świetlne -
    prawdziwa i fachowa - na te białe - mleczne i łamliwe kiełki ziemniaczane - jest wg mnie REWELACYJNA,
    i nikt poza uczonymi - lepszej by nie wymyślił:)
    zwłaszcza, że nie wiedzą - dlaczego jeden będzie korzeniem, inny - kwiatem:))

  • Ależ nuda!

  • prawda? nawet bąk nie lata, bo pada...

  • Elm, Agnieszko, Pawle, - dzięki za dobry znak, dzisiaj nie pada;)

  • Witoldzie, już któryś raz powtarzasz, że nie kończyłeś polonistyki, ale po co to powtarzasz? Mnie to nie interesuje, wiem, że nauczałeś tysiące ludzi setki zawodów, i to jest piękne. Polonistyka jest chyba be, nie wiem...
    Dziękuję Ci serdecznie za wyłapane błędy, popracuję;
    jestem akurat w Twojej ukochanej Bydgoszczy, teraz narty - ale wodne;), Zalew Koronowski, Bory Tucholskie...

  • Podkreślam te polonistykę po to, bo ty jesteś ponoć absolwentem tego kierunku, ale najwyraźniej studia traktowałeś bardzo po macoszemu (jak widać). Chwaliłeś się też jakimiś studiami za granicami naszej pięknej ojczyzny, ale to też chyba były bardziej studia nad mocnymi trunkami niż zdobywanie rzetelnej wiedzy. Ja rozumiem, że ty Torunianin masz jakieś szczególne uprzedzenia do Bydgoszczy, ale nie wiem doprawdy, dlaczego z uporem maniaka łączysz moją skromna osobę z tym miastem. Czyżby to było jakieś natręctwo lub tzw. zwida w stanie po spożyciu?

  • Proszę dać mi spokój. Witoldzie. To, że nie ukończyłem nawet szkoły podstawowej, nie upoważnia Cię, żebyś się ze mnie nasmiewal!

    Dlaczego to robisz!

    Czy to, że nie było mnie stać na szkoły i studia, to powód, żeby się naśmiewać???

  • Witoldzie,
    Okrutniku!!!

    Dlaczego selekcjonujesz ludzi ze względu na ich wykształcenie i zamożność! Wszyscy wiemy, że ukończyłeś wszelkie szkoły i uczysz zawodów oraz karmisz Żydówki kaszanką, dla własnej uciechy, ale, na Boga!

    Dlaczego wyśmiewasz braki w wykształceniu!

  • A Bydgoszcz ukochaleś przecież, narciarsko i sxpitalnie, oj Witoldzie,
    Wisusie Ty nasz;)

  • Zwabił mnie piękny tytuł. Powieść w jednym wypowiedzeniu już była, tu opowiadanie w jednym wypowiedzeniu, niechby ktoś zechciał zrobić jego wykres... Świetny motyw pisklęcia. Nazwiska naukowców brzmią jak oskarżenie o to, że świat jest niepoznawalny. Jest kilka zwichrowanych przecinków i literówki, ale co to ma za znaczenie wobec kiełków świetlnych... Pozdrawiam.

  • Pani Barbaro, nie spodziewałem się ;)
    Nazwiska są jak najbardziej prawdziwe.

    Uchybienia - także. Być może nie powinienem nic, nigdy napisać :)

  • Nazwiska są poważne, nic zmyslonego, proszę Państwa, nic chybionego, to są ludzie...żywi ludzie, z tytułami, którzy życie spędzili na
    Biologii ziemniaka.

    I dobrze, ja tego nie oceniam, tylko czytań, ich prace, nic innego nie czytam, od paru miesięcy, ponieważ oni są tak...fascynująco bezradni.

  • Chapeau bas!

  • Za Jarkiem.

  • Serdecznie dziękuję.Adze, Gosi, Jarkowi, Ziko, Kasi itd... Wszystkim Okiennym;)
    Znak to znak ;)

  • w ogóle, i w sxczególe - fajnie, że do mnie zajrzeliscie;)
    Dziękuję.

    • . .
    • 06 lipca 2016, 08:49:25

    To trzymanie jednoczesne wątku tragicznego i neutralnego emocjonalnie, to wydłużanie chwili, żeby jej emocjonalne sedno mocniej dotarło. Świetnie splecione, tak bardzo porusza.

  • Jarku, Małgosiu, Kasiu, Ziko - dzięki ;).

  • Alx, to próbka, nieudolna i pisana na raz. Ale chciałbym, i może. - będzie z tego Więcej. Dzięki. Ważne.

  • dobra, zabookowane do czytania

  • i to, że przedtem i potem jest otwarta przestrzeń, i

    nie ma imienia,
    (świadomość)?

  • Beata:
    nie ma imienia (nie ma na to słowa), chociaż nazwane po stokroć. Tak chyba...

  • Dominik, przepraszam, że ja znów korzystam z gościnności Klary, ale
    - wpuśćmy trochę morfologii,
    z rytmu pól idzie wszystko - to, ze w prawo jest znakiem umownym, - a tym razem jest odklęcie - wchodzimy w przestrzeń, powiedzmy intymności
    Pisklę, symbolizuje..., i tu jest miejsce na trzy kropki, bo wszyscy wiedzą, co symbolizuje, więc ...Jedyna pewność to skarga rudowłosej nocy, pewność. Ziemniaczaność. I to już jest nienazwane, chociaż przecież ziemniaczaność wydaje się na tyle dookreślona - życie, codzienność- tam jest tyle przemilczanych szczerb, które są codziennie, i ich się nie nazywa, bo po co nazywać coś, co jest dawno nazwane.
    Takie luźne przemyślenia, - prawie Coś nazwałeś.

  • Prawie coś ;)
    Dzięki.

  • mi się zęby prawie jak u Bobiego porobiły

  • możemy razem coś napisać

  • Marat, fajnie, że zajrzałeś :) mówisz o zębach Bobiego - dziecku Lyncha...tak, piękna i barwna to postać, tudzież tragiczna.
    Jak można razem coś pisać... Ale może można?

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się